31 stycznia 2026

'Łowcy skór' z łodzi - kryminalne historie polska

Łódź, koniec lat 90.

Miasto jak wiele innych, ale zaczął działać w nim mechanizm, który z biegiem czasu okazał się jednym z najbardziej wstrząsających skandali w historii polskiej medycyny. Ta historia nie zaczyna się od wielkiej zbrodni, tylko od stopniowego upadku etyki i przekroczenia granic, które wydawały się nieprzekraczalne.
Początkowo chodziło tylko o handel informacjami o zgonach. Sanitariusze i dyspozytorzy z Łodzi przekazywali dane o osobach, które umarły lub mogły umrzeć podczas interwencji, do wybranych zakładów pogrzebowych. Firmy te, konkurując między sobą, chciały być pierwsze przy rodzinie zmarłego. Teoretycznie mogło to ułatwiać formalności, a w praktyce był to handel ludzką tragedią. W zamian osoby przekazujące informacje otrzymywały różnego rodzaju korzyści: drobne upominki, alkohol, prezenty, a w późniejszym okresie także pieniądze i inne gratyfikacje, które wzmacniały ich motywację do kontynuowania procederu.
 
Mechanizm był prosty i brutalny. Dyspozytor przyjmował zgłoszenie, a następnie świadomie wysyłał karetkę z zespołem, który miał powiązania z określonym zakładem pogrzebowym. Często zamiast najbliższej karetki wysyłano taką, która przyjeżdżała później, co w ratownictwie medycznym oznaczało, że pacjent tracił szansę na pomoc. Z czasem proceder się pogłębił, nie chodziło tylko o opóźnianie pomocy, ale o działania, które realnie prowadziły do zgonów.
W dokumentach śledczych pojawiły się dane o ogromnym zużyciu substancji, które w normalnej pracy ratunkowej nie powinny być stosowane bez intensywnego nadzoru. Jednym z najczęściej wymienianych był Pavulon jest to środek zwiotczający mięśnie, który w medycynie stosuje się tylko przy znieczuleniu ogólnym, pod kontrolą anestezjologiczną i z pełnym zabezpieczeniem oddechu. Bez takiego zabezpieczenia pacjent przestaje oddychać. W akcie śledztwa zauważono, że przez pogotowie „przechodziło” dużo więcej tego leku, niż wskazywała dokumentacja medyczna, a liczba użytych rurek intubacyjnych (koniecznych do zapewnienia oddychania) była podejrzanie niska. To sugerowało, że lek ten był podawany poza procedurami, co prowadziło do zatrzymania oddechu pacjentów.
 
Podobnie było z innymi substancjami, takimi jak chlorek potasu czy skolina, których niewłaściwe podanie również mogło zakończyć się śmiercią. Śledczy zaczęli gromadzić dowody i wkrótce okazało się, że skala nadużyć była ogromna. Niektóre ofiary prawdopodobnie umierały tylko dlatego, że pogotowie, które powinno było ratować życie, priorytetowo traktowało interesy zakładów pogrzebowych.
Przełom nastąpił, gdy do prokuratury trafiły pierwsze analizy zużycia leków i porównania z dokumentacją medyczną. Śledztwo ruszyło pełną parą, a pierwsze reportaże prasowe i telewizyjne ujawniły społeczeństwu skalę tragedii. Wkrótce zatrzymano sanitariuszy, lekarzy, dyspozytorów i właścicieli firm pogrzebowych.
 

Po latach procesów i analiz sądowych zapadły wyroki:

* Andrzej N. – sanitariusz uznany za odpowiedzialnego za doprowadzenie do śmierci kilku pacjentów oraz udział w procederze. Skazany na dożywotnie pozbawienie wolności.

* Karol B. – drugi sanitariusz, uznany za współwinnego wielu zgonów. Skazany na 25 lat więzienia.
* Janusz K. – lekarz pogotowia, którego sąd uznał za winnego narażenia życia pacjentów poprzez zaniechania medyczne. Skazany na 6 lat więzienia i 10‑letni zakaz wykonywania zawodu.
* Paweł W. – drugi lekarz; skazany na 5 lat więzienia i 10‑letni zakaz wykonywania zawodu.
 
Choć formalnie tylko kilka osób trafiło za kratki za najcięższe czyny, śledczy i dziennikarze podkreślają, że prawdziwa skala tragedii była o wiele większa. Analizy materiałów procesowych wskazują, że liczba potencjalnych przypadków, w których pacjenci mogli stracić życie z powodu tych nadużyć, sięgała wysokich setek. Dlaczego więc inni uczestnicy procederu nie zostali ukarani? Śledztwo pokazało, że wiele działań miało charakter systemowy, a nie każdy przekroczył granice prawa w sposób jednoznaczny do udowodnienia. Część osób działała w cieniu, wykonując rozkazy lub przekazując informacje bez bezpośredniego udziału w zgonach. W środowisku pogotowia panowało milczenie, brak kontroli i wzajemna ochrona, dzięki temu wielu potencjalnych sprawców uniknęło odpowiedzialności, a dokumentacja medyczna i dowody były często niewystarczające, by obciążyć ich winą w oczach sądu.
 
Ciekawostki kulturowe: Ta wstrząsająca historia nie zniknęła wraz z zamknięciem akt sądowych, żyje ona dalej w literaturze i mediach. O sprawie powstała książka dokumentalna, która dogłębnie opisuje mechanizmy działania tej grupy, wypowiedzi świadków i kulisy śledztwa, analizując, jak doszło do tego, że pogotowie ratunkowe stało się fabryką zgonów.
 
Serial dokumentalny: Ze sprawą związany jest również pełnometrażowy serial dokumentalny, który koncentruje się na relacjach z pierwszej ręki wspomnieniach świadków, fragmentach rozpraw, rozmowach z rodzinami ofiar i ekspertami. Serial ten pomógł przypomnieć opinii publicznej o tej tragedii i pokazać jej szersze tło społeczne i systemowe.
 
Sprawa „Łowców skór” jest jednym z tych wydarzeń, które na długo pozostają w pamięci. To nie tylko historia o ludziach, którzy przekroczyli wszelkie granice etyczne, ale również o systemie, który na to pozwolił. Przypomina, jak ważna jest kontrola, odpowiedzialność i to, żeby nikt nawet w służbach ratunku nie był ponad prawem.
 
***
 

Polityka prywatności

O nas

kontakt@zaginienislademnadziei.pl

+48 609 750 887

Obserwuj nas!

Kontakt

Zgłoś zaginięcie

Jak postępować?

Strona główna

Jesteśmy organizacją pozarządową,
która pomaga bliskim osób zaginionych.

NAWIGACJA

BRAND + WEBSITE DESIGN BY NULI DESIGN

a man holding a white and black remote control flying a white and black remote control