Zabójstwo Madzi z Sosnowca
– zaginięcie, które widzieli wszyscy,
a prawda przyszła zbyt późno
24 stycznia 2012 roku
W tym roku mija
14 lat od tej zbrodni.
Zima. Mróz. Pochmurne dni i długie wieczory. Historia, która początkowo wydawała się dramatem, z czasem okazała się czymś znacznie mroczniejszym. Przez wiele dni rozgrywała się na oczach całej Polski, w blasku kamer, fleszy aparatów i wśród nieustannie wyciągniętych mikrofonów.
Madzia, półroczna dziewczynka
(ur. 15 lipca 2011 r.), znika 24 stycznia 2012 r.
Tego dnia jej matka, 22-letnia Katarzyna W., zgłasza na policji w Sosnowcu, że nieznany mężczyzna porwał dziecko.
Zaginięcie niemowlęcia niemal natychmiast porusza cały kraj. Media nie opuszczają miejsca zdarzenia, a społeczeństwo jednoczy się w nadziei na szczęśliwy finał.
Przebieg wydarzeń:
24 stycznia 2012 r. – matka zgłasza zaginięcie. Opowiada o napaści nieznanego mężczyzny i utracie przytomności po uderzeniu w tył głowy. Po ocknięciu się, zauważa że w wózku nie ma już córki. Twierdzi, że napastnik ubrany był w beżową kurtkę z ciemnymi wstawkami.
Rzeczywiście, mężczyzna odpowiadający temu opisowi zostaje zidentyfikowany na podstawie monitoringu miejskiego. Ustalono jego tożsamość i przeprowadzono czynności sprawdzające, które wykluczyły jego związek ze sprawą.
Już na tym etapie u śledczych zapala się pierwszy sygnał alarmowy – jak łatwo na podstawie słów matki Madzi, niewinna osoba mogła zostać wskazana jako potencjalny sprawca.
Od momentu zgłoszenia porwania ruszają intensywne poszukiwania policyjne oraz społeczne z udziałem wolontariuszy oraz ludzi dobrej woli. Emocje, spekulacje i presja opinii publicznej sięgają zenitu.
29 stycznia 2012 r. odbywa się konferencja prasowa z udziałem matki dziecka, jej męża Bartłomieja W. – biologicznego ojca dziewczynki – oraz Krzysztofa Rutkowskiego, który wraz ze swoim biurem detektywistycznym włącza się w poszukiwania. Apeluje do „domniemanego sprawcy porwania” o oddanie dziecka w zamian za bezkarność.
W tym czasie Katarzyna W. znajduje się już pod pełną obserwacją policji.
Po konferencji udaje się do kina (!)
Przełom w sprawie
W kolejnych dniach śledczy dostrzegają coraz więcej niespójności w relacjach matki. Zmieniające się wersje wydarzeń i detale, które do siebie nie pasują, zaczynają budzić poważne wątpliwości. Dodatkowo nie pojawia się żadne żądanie okupu ani kontakt rzekomego porywacza z rodziną dziecka.
Prawda, która wychodzi na jaw, wstrząsa całym krajem.
2 lutego 2012 r. Krzysztof Rutkowski nagrywa rozmowę z matką Madzi. Kobieta przyznaje, że dziecko nie zostało porwane, lecz zmarło w mieszkaniu. Według jej relacji niemowlę miało wypaść z rąk i uderzyć główką o próg. Zdaniem detektywa, po tragicznym zdarzeniu kobieta spanikowała, a strach i chaos doprowadziły ją do upozorowania porwania.
Katarzyna W. wskazuje miejsce ukrycia ciała. Prokuratura początkowo stawia jej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.
Lipiec 2012 r. przynosi przełom w toku sprawy. Po przeprowadzeniu sekcji zwłok oraz sporządzeniu opinii przez biegłych z zakresu medycyny sądowej ustalono, że przyczyną zgonu małej Madzi było gwałtowne uduszenie, które spowodowało ostre niedotlenienie mózgu, jego obrzęk i w ostateczności – śmierć.
Wobec Katarzyny W. trzykrotnie zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania: po raz pierwszy od 2 do 15 lutego 2012 r., po raz drugi od 12 lipca do 1 sierpnia 2012 r. Po zwolnieniu z aresztu tymczasowego, nie stosowała się do dozoru policyjnego i zaczęła się ukrywać na terenie Polski. Wydano za nią list gończy. 21 listopada 2012 r. została ujęta w Turośni Dolnej, około 15 km od Białegostoku.
31 grudnia 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Katowicach kieruje do sądu akt oskarżenia (zabójstwo oraz zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie połączone z tworzeniem fałszywych dowodów).
Luty 2013 r. rozpoczyna się proces przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Ustalono, że zabójstwo było zaplanowane kilka dni wcześniej, a do śmierci dziecka doszło 24 stycznia 2012 r.
Na jaw wychodzą także informacje, że oskarżona rozważała inne sposoby pozbawienia dziecka życia, m.in. zatrucie tlenkiem węgla lub rzucenie nim o podłogę. Ostatecznie zabiła je, dusząc. Według biegłych jeszcze przed śmiercią córki kobieta wyszukiwała w internecie informacje o kosztach kremacji, zasiłku pogrzebowym na niemowlę oraz sposobach pozbawienia życia bez śladów.
Sąd uznał, że motyw miał charakter emocjonalny - chodziło o ucieczkę przed odpowiedzialnością oraz potrzebę uwagi otoczenia. Oskarżona nie potrafiła sprostać roli matki, presji otoczenia ani własnym oczekiwaniom wobec siebie, a narastające napięcie emocjonalne doprowadziło do tragedii.
3 września 2013 r. zapada wyrok: 25 lat pozbawienia wolności. Natomiast 17 października 2014 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymuje wyrok w mocy. Skazana może ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 20 latach, czyli najwcześniej w 2032 r. Na poczet orzeczonej kary pozbawienia wolności zaliczono okresy tymczasowego aresztowania stosowane wobec Katarzyny W.
***
Zabójstwo Madzi z Sosnowca stało się symbolem zbrodni rodzinnej oraz medialnego spektaklu, w którym prawda przez długi czas schodziła na dalszy plan.
To także historia o tym, jak łatwo uwierzyć w wersję „o obcym sprawcy” – bo jest prostsza do zaakceptowania niż myśl, że zagrożenie może pochodzić z najbliższego otoczenia.
Sprawa ta bez wątpienia zmieniła sposób mówienia o zaginięciach dzieci w Polsce, zwiększyła społeczną czujność i pogłębiła świadomość. Na trwałe zapisała się w zbiorowej pamięci społeczeństwa.
Z inicjatywy fundacji „Misterium życia” miejsce znalezienia ciała Madzi (w Parku Dietla w Sosnowcu) upamiętniono tablicą pamiątkową.
Źrodło grafiki: fot. East News