KLUCZE NA SZYI I CZŁOWIEK, KTÓREMU ZAUFANO
— sprawa Mariusza Trynkiewicza („Szatan z Piotrkowa”)
Klucze na sznurku czy rzemyku nie były modą jednego dziesięciolecia. W PRL-u, w latach 80., ale też wcześniej — i jeszcze długo w latach 90. — dzieci często nosiły je na szyi nie jako ozdobę, lecz jako znak epoki: rodzice w pracy, dzieci na podwórku, na trzepaku, gdzieś nad wodą, w zabawie. Samodzielne, bystre, kreatywne…
Tamten czas miał też swoje małe, dziecięce symbole: białe skarpetki frotte z kolorowym paskiem przy ściągaczu. Czerwonym albo niebieskim — jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Wszyscy chcieli mieć właśnie takie. W takich skarpetkach biegało się po trawie, jeździło na rowerze, skakało na trzepaku, wracało z boiska, z podwórka, znad wody.
Niby drobiazg, a jednak: prawdziwy kadr tamtych lat.
Wakacje — jeśli nie było wyjazdów na kolonie albo do rodziny — upływały na dworze, na podwórku, na polu (w zależności od regionu Polski). A zwyczajne słowa: „Zaraz będę w domu”, „Idę z chłopakami”, „Wychodzę z dziewczynami” brzmiały jak mantry tamtego czasu — powtarzane bez końca, uspokajające i naturalne.
Dopóki na podwórkach brzmiały te formułki, klucze dzwoniły na szyjach, skarpetki bieliły z oddali — świat wydawał się bezpieczną ostoją.
Klucze miały otwierać drzwi do bezpieczeństwa.
A jednak czasem to nie klucz zawodzi.
Lecz zawodzi człowiek, który potrafi być wytrychem o złych intencjach — otwierającym zaufanie i wchodzącym tam, gdzie nie powinien… do dziecięcego, nastoletniego świata. A ten czasem kończy się tragicznie — zbrodnią.
ZŁO, KTÓRE WYGLĄDA JAK NORMALNOŚĆ
Miasto „Trybunalski” — w nazwie ma prawo. To historyczne określenie miejsca, w którym działał ważny trybunał — sąd apelacyjny dla szlachty. A jednak właśnie tu wydarzyły się tragedie…
Latem 1988 roku Piotrków Trybunalski i okolice przestały być tylko miejscem z historią. Stały się centrum, w którym strach miał twarz normalności — przysłoniętą słomianym kapeluszem. A najbardziej przerażające jest to, że sprawca wcale nie wyglądał jak zagrożenie.
Mariusz Trynkiewicz, 26 lat — nauczyciel z kilkuletnim doświadczeniem. Człowiek z sąsiedztwa. Przedstawiciel zawodu zaufania społecznego. Ktoś, kto miał kontakt z dziećmi i dostęp do ich świata na co dzień.
Przez kilka lat pracował w szkole podstawowej w Piotrkowie Trybunalskim jako nauczyciel/instruktor, prowadząc zajęcia praktyczno-techniczne dla chłopców z klas V–VIII, a dodatkowo koło fotograficzne oraz szkolne koło strzeleckie.
I właśnie w tym miejscu uruchamiają się mechanizmy znane dziś z psychologii i profilaktyki krzywdzenia dzieci: grooming — oswajanie, budowanie zaufania, zależności i kontroli — a potem manipulacja oraz przemoc: psychiczna i fizyczna…
JAK TRYNKIEWICZ WYBIERAŁ OFIARY — I DLACZEGO TO DZIAŁAŁO
Z tego, co wiadomo o tej sprawie, wynika, że Trynkiewicz nie działał przypadkowo. Wybierał chłopców tak, by minimalizować ryzyko, że ktoś zareaguje od razu — i by w danym momencie mieć nad nimi przewagę.
Co było jego „wytrychem” do wyboru ofiary?
• wiek — chłopcy byli na tyle małoletni, by łatwo było ich zdominować, ale na tyle samodzielni, by poruszali się po mieście i okolicy bez stałej opieki (11–13 lat);
• dostępność — wakacje, jezioro, miejsca, w których dzieci przebywały bez stałej kontroli dorosłych;
• łatwość nawiązania kontaktu — dzieci ciekawe świata, ufające „sympatycznemu panu”;
• brak natychmiastowego alarmu — dzieci, których zniknięcie przez dłuższą chwilę można było wytłumaczyć: „poszedł z kolegami”, „zaraz wróci”.
Trynkiewicz wykorzystywał też coś jeszcze: wizerunek normalności. Był dorosły, który nie budził podejrzeń. Nauczyciel. „Ktoś z okolicy”. Taki, którego obecność w pobliżu dzieci nie wyglądała podejrzanie — tylko… zwyczajnie.
MECHANIZM WCIĄGANIA W PUŁAPKĘ
W znanych z opisów medialnych schematach działania sprawców przemocy wobec dzieci często pojawia się etap „przynęty” — i tutaj również on był widoczny.
Najpierw pojawiało się coś, co brzmiało niewinnie:
- „chodź / chodźcie, pokażę ci / wam coś”,
- „mam rybki w akwarium”,
- „mam kolekcję znaczków pocztowych”,
- „pokażę wiatrówkę”, „pokażę, jak z niej strzelać”.
Potem przychodził najważniejszy krok: izolacja w bezpiecznej dla sprawcy przestrzeni.
Odebranie ofierze tego, co jest dla niej ratunkiem — obecności świadków, możliwości ucieczki i wezwania pomocy.
Następnie sprawca podejmował działania zbrodnicze. I kolejne, aby ukryć ślady zbrodni i opóźnić odkrycie prawdy, a także próbował budować fałszywą narrację, która miała wprowadzać w błąd swoich bliskich oraz śledczych.
KLUCZE ZOSTAŁY, A DZIECI NIE WRÓCIŁY
W wakacyjnej codzienności 1988 roku zniknęło czterech chłopców:
Wojciech Pryczek — 13 lat, Tomasz Łojek — 11 lat, Krzysztof Kaczmarek — 12 lat, Artur Kawczyński — 12 lat
To nadal miały być imiona i nazwiska z zeszytów i dzienników szkolnych oraz wpisów do pamiętników — albo wyhaftowane na workach na obuwie na zmianę w nowym roku szkolnym 1988/1989. Zamiast tego stały się wpisem w aktach sprawy „Szatana z Piotrkowa”.
- KIM BYLI CHŁOPCY -
1) Wojciech Pryczek — 13 lat
Zaginął 4 lipca 1988 roku. Poszedł nad wodę — nad Jezioro Bugaj (przez miejscowych nazywane „zalewem”) — w upalny dzień. To miał być zwyczajny wakacyjny moment: wyjście z ogródka działkowego i powrót „za chwilę”.
Nad wodą spotkał Trynkiewicza, który zwabił go pod pretekstem wiatrówki. W mieszkaniu chłopiec miał dostać herbatę i kartkę, na której napisał kilka słów do mamy — uspokajających, dziecięcych, prostych… pod dyktando oprawcy.
Niedługo później Wojtek już nie żył.
Został pozbawiony szansy na powrót, a jego ślad ukryto i wywieziono na teren leśny pod Piotrkowem Trybunalskim.
2) Tomasz Łojek — 11 lat
Zaginął 29 lipca 1988 roku. Najmłodszy z chłopców. Uczeń Szkoły Podstawowej nr 8 w Piotrkowie Trybunalskim.
W dniu zaginięcia miał spędzić czas zwyczajnie: lato, kolega, kuzyn z Grabicy — i woda, jak w ciągu innych wakacyjnych dni.
Rodzina rozpoznała go podczas identyfikacji 6 sierpnia — to była chwila, która nie mieści się w żadnych słowach, bo kończy nadzieję raz na zawsze.
3) Krzysztof Kaczmarek — 12 lat
Zaginął 29 lipca 1988 roku. Uczeń Szkoły Podstawowej nr 6 w Piotrkowie Trybunalskim.
Z relacji bliskich: chłopiec z uśmiechem i temperamentem, mający dwóch starszych braci. Wzorowy uczeń. W wakacje żył tym, czym żyli wówczas jego koledzy: swobodą, podwórkiem, wodą, aktywnością. W dniu zaginięcia wyszedł z kolegami (Tomaszem i Arturem) w letnim stroju — i miał wrócić na obiad.
W tej historii wraca też jeden drobny, przejmujący szczegół: jego zegarek został odnaleziony dopiero po czasie — jak rzecz, która powinna zostać przy dziecku, a została porzucona…
4) Artur Kawczyński — 12 lat
Zaginął 29 lipca 1988 roku. Uczeń szkoły w Grabicy. Przyjechał do Piotrkowa, by spędzić czas z kuzynem Tomkiem i jego kolegą Krzysztofem w Piotrkowie Trybunalskim.
To, co miało być zwykłą wizytą rodzinną, stało się tragedią.
To było czterech chłopców, których łączyło jedno: ZAUFANIE. Do miejsca. Do „normalnego dorosłego”. Do tego, że zaraz wrócą na obiad. Do mamy. Do ogródka działkowego.
JEZIORO BUGAJ I LAS POD PIOTRKOWEM — MIEJSCA, KTÓRE ZOSTAJĄ W PAMIĘCI
To nie jest tylko „Piotrków” jako punkt na mapie zbrodni. Ta historia ma też swoje miejsca — takie, do których nikt nie chce wracać myślami:
• okolice Jeziora Bugaj w Piotrkowie Trybunalskim (teren "łowów" Trynkiewicza)
• las pod Piotrkowem Trybunalskim (okolice, gdzie natrafiono na ślady zbrodni trójki chłopców)
• teren leśny nieopodal zalewu, gdzie później odnaleziono kolejną ofiarę — Wojciecha.
W pierwszych dniach sierpnia 1988 roku grzybiarz znalazł w lesie tlące się ognisko, a w nim częściowo spalone ciała ofiar. To był moment, w którym dla miasta skończył się czas kanikuły — nagle i bezpowrotnie.
ŚLADY — I SYMBOL „T”
W tej sprawie są kadry, których nie powinno się nigdy przybliżać. Bo to nie są sensacyjne szczegóły — to ślady cierpienia.
Ciała dzieci były skrępowane i nosiły ślady wyjątkowo brutalnej przemocy. Były owinięte w worki oraz okienne zasłony z wyhaftowaną literą „T”.
Z ustaleń medyczno-sądowych wynikało, że śmierć nastąpiła w wyniku rozległych obrażeń. Śledczy wskazywali, że sprawca działał przemocą bezpośrednią, a ofiary miały ograniczone możliwości obrony i ucieczki.
A ta litera „T” nie była „tajnym znakiem” sprawcy. To był domowy detal — nieświadomie pozostawiona przez niego „wizytówka”: zasłony oznaczone przez matkę Trynkiewicza, żeby nie pomyliły się przy maglowaniu.
I właśnie dlatego ten szczegół jest tak dojmujący: bo zło nie przyszło znikąd. Ono wyszło z mieszkania, w którym wszystko wyglądało jak u zwykłego człowieka. Z napisem w przedpokoju: „My home is my castle” (tł. „Mój dom jest moją twierdzą”).
HISTORIA, ZANIM DOSZŁO DO MORDÓW
To, co boli najmocniej i zastanawia w tej sprawie, to fakt, że zło nie zaczęło się latem 1988 roku. Trynkiewicz miał na koncie wcześniejsze czyny lubieżne wobec dzieci i nastolatków. Było wojsko, zapadały wyroki, pojawiały się sygnały ostrzegawcze. A jednak tragedia przyszła później — już w pełnej skali.
ŚLEDZTWO, ZATRZYMANIE
Gdy policja dość szybko wskazała na Trynkiewicza i gdy kryminalni weszli do jego domu, w oczy rzuciły im się zasłony z literą „T”. W śledztwie Trynkiewicz przyznał się do winy i opisywał swoje działania podczas wizji lokalnych.
Po ujawnieniu zbrodni i zatrzymaniu sprawcy zgłosiło się wielu rodziców, których dzieci wcześniej miały kontakt z Trynkiewiczem. Dla części z nich dopiero wtedy „zwyczajne sytuacje” zaczęły wyglądać przeraźliwie inaczej. Bo przecież to także mogło spotkać ich dzieci.
WYROK
We wrześniu 1989 roku Trynkiewicz został skazany na karę śmierci — czterokrotnie, za każde zabójstwo osobno. Jednak amnestia sprawiła, że karę zamieniono na 25 lat więzienia.
Im bliżej było do wyjścia Trynkiewicza, tym bardziej narastał lęk: co zrobić ze sprawcą, skoro nikt nie wierzył, że przestał być zagrożeniem?
Podczas przesłuchania prokurator miała zapytać go wprost:
„Mariusz, jak wyjdziesz, to znów to zrobisz?”
Według relacji medialnych z tamtego okresu miał odpowiedzieć:
„Chyba tak.”
GOSTYNIN — IZOLACJA ZAMIAST WOLNOŚCI
Gdy zbliżał się definitywnie koniec jego kary (w 2014 roku), sprawa wróciła na nagłówki gazet, czołówki serwisów informacyjnych i internetowych.
Ostatecznie Trynkiewicz, mocą tzw. „ustawy o bestiach” z 2013 roku (ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzającymi zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób), został odizolowany od społeczeństwa w specjalnym ośrodku: Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.
ŚMIERĆ SPRAWCY — NIE JEST EPILOGIEM
Trynkiewicz zmarł 9 stycznia 2025 roku w szpitalu więziennym.
Ale to nie jest ostatni akapit, który koi. Bo ukojenia w takich historiach nie ma.
DLACZEGO JAKO STOWARZYSZENIE WRACAMY DO TEJ HISTORII
Nie wracamy do niej po to, by epatować okrucieństwem. Wracamy, by ostrzegać, edukować i wzmacniać czujność — bo takie sprawy powinny być zawsze lekcją odpowiedzialności i uważności.
- APEL -
Jeśli masz jakiekolwiek informacje, które mogą mieć znaczenie — nawet pozornie drobny szczegół — przekaż je odpowiednim służbom.
Zwróć uwagę i reaguj, gdy:
• dorosły (obcy) zaczepia dzieci i próbuje szybko zdobyć ich zaufanie
• proponuje „atrakcje” albo chce je gdzieś zabrać
• dziecko nagle milknie, unika rozmowy, jest wyraźnie nieswoje lub przestraszone.
Rozmawiajmy z dziećmi o bezpieczeństwie:
• dziecko zawsze ma prawo być asertywne i powiedzieć NIE
• dziecko zawsze może odejść, uciec, krzyczeć, prosić o pomoc
• żadna grzeczność nie jest ważniejsza niż bezpieczeństwo.
***
Materiały źródłowe – publikacje książkowe:
„Wykorzystywanie seksualne dzieci: teoria, badania, praktyka” (red. Monika Sajkowska) 2004 | Warszawa: Fundacja „Dzieci Niczyje”
Żarska Ewa — „Łowca. Sprawa Trynkiewicza” 2018 | Kraków: Wydawnictwo Znak
Materiały źródłowe – sieć WWW:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mariusz_Trynkiewicz
https://wiadomosci.onet.pl/.../mariusz.../smdtxwj
https://www.polityka.pl/.../1525333,1,pedofil-zabojca...
https://pl.wikipedia.org/wiki/Grooming
https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotrk%C3%B3w_Trybunalski
Źródła fotografii: Polska Press / archiwum
https://dzienniklodzki.pl/mariusz-trynkiewicz.../ar/9806367
Jesteśmy organizacją pozarządową,
która pomaga bliskim osób zaginionych.
NAWIGACJA