Największą tragedią nie jest kara, lecz niesprawiedliwość.
Te słowa idealnie oddają historię, w której niewinność nie była wystarczającą ochroną.
Sprawa Tomasza Komendy to opowieść o człowieku, którego życie zostało naznaczone błędem, oraz o systemie, który zbyt późno przyznał się do winy.
Jakie tajemnice kryje zatem morderstwo Małgorzaty K.?
Sylwester, Miłoszyce – ostatnia noc 1996 roku.
Małgorzata Kwiatkowska (15 l.) spędza Sylwestra na dyskotece w klubie Alcatraz wraz ze swoimi koleżankami. Klub znajduje się zaledwie kilka kilometrów od jej rodzinnego domu. Nic nie wskazuje na tragedię, która ma wydarzyć się tej nocy.
Rodzice dziewczyny od początku są przeciwni temu wyjściu, jakby przeczuwali nadciągające zagrożenie. Ostatecznie jednak wyrażają zgodę na zabawę. Wierzą, że dzięki towarzystwu koleżanek Małgosi nie wydarzy się nic złego. Sami zresztą wybierali się na inne przyjęcie. Otrzymali od córki numer do Iwony – jednej z jej przyjaciółek, która miała towarzyszyć jej w Alcatraz.
Decyzja zapadła. Dziewczynki udały się na pociąg, którym dojechały do Miłoszyc. Mijały kolejne godziny. Nieświadomi niczego rodzice oczekiwali Małgosi w domu.
Niestety dziewczynka nigdy do domu nie wróciła. Nie było z nią żadnego kontaktu. Zaniepokojeni rodzice udali się rankiem 1 stycznia w miejsce, gdzie zakończyła się sylwestrowa zabawa. Po Małgosi nie było jednak śladu. Wszczęto poszukiwania. Kilka godzin później odnaleziono ciało.
Sekcja zwłok 15-latki wykazała zgon w wyniku wychłodzenia po tym, jak sprawcy dokonali brutalnego gwałtu i pobicia ofiary. Małgosia umierała zupełnie naga, przy temperaturze sięgającej minus 20°C. Pomimo wykrytych śladów DNA policjantom nie udało się ustalić, kto odpowiada za wstrząsającą śmierć nastolatki.
Jest 1999 rok. Mijają dwa lata od feralnej nocy sylwestrowej. Sprawa tej zbrodni przybiera nowy obrót. W telewizji pojawia się portret pamięciowy kilku mężczyzn, z którymi Małgosia miała spędzić swojego ostatniego Sylwestra.
Emisję programu ogląda Dorota P., która właśnie wyprawia prywatkę imieninową. Kobieta twierdzi, że rozpoznaje jednego z poszukiwanych – ma być nim wnuk jej sąsiadki.
Jednym z gości tej imprezy był funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego. Wyznanie Doroty P. stało się więc dla policji szansą na szybkie rozwiązanie głośnej sprawy. Śledztwo przeciągało się, a funkcjonariusze chcieli jak najszybciej postawić kogoś przed sądem, by zachować twarz w opinii publicznej.
Dorota P. nie zgłosiła się sama na komisariat, jednak o jej „zeznaniach” szybko dowiedziała się policja. Według medialnych doniesień kobieta miała zostać zmuszona do oficjalnych wyjaśnień. Pod silnym naciskiem psychicznym, mimo braku pewności, wskazała Tomasza Komendę jako osobę z portretu pamięciowego.
Jak się okazuje, Dorota P. była dobrze znana rodzinie Komendów. Mieszkała tuż obok babci Tomasza. Teresa Klemańska, matka Komendy, często opiekowała się kilkuletnim synem Doroty P.
Z biegiem czasu opieka nad dzieckiem stała się dla niej uciążliwa, o czym poinformowała matkę chłopca. Gdy odmówiła dalszej pomocy, doszło do awantury. Dorota P. miała wówczas grozić Komendom, że się na nich odegra.
Zeznania Doroty P. wystarczyły śledczym. W kwietniu 2000 roku 23-letni Tomasz Komenda został zatrzymany. Od początku nie przyznawał się do winy. Tłumaczył, że Sylwestra spędzał w domu z rodziną. Tę wersję potwierdziło kilkanaście osób, zapewniając mu alibi. Nikt nie widział go w Miłoszycach.
Mimo to zeznania sąsiadki uznano za bardziej wiarygodne. Wskazała ona również, że pozostali mężczyźni z portretu pamięciowego to ojczym Tomasza oraz jego brat. Choć obaj zostali przesłuchani, na ławie oskarżonych zasiadł tylko Tomasz.
Policyjne psy miały rozpoznać zapach Komendy. Wykonano także odlew jego szczęki, który rzekomo pasował do sprawcy zbrodni. Wszystkie elementy układały się w pozornie spójną, lecz fałszywą całość.
W pierwszej instancji Tomasz Komenda został skazany na 15 lat pozbawienia wolności.
6 czerwca 2004 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zaostrzył wyrok do 25 lat więzienia.
Karę odbywał w zakładzie karnym w Strzelinie. Przeżył tam niewyobrażalne piekło. Był bity, zastraszany i poniżany przez współwięźniów oraz funkcjonariuszy. Próbowano wymusić na nim przyznanie się do winy. Po tych traumatycznych doświadczeniach trzykrotnie próbował odebrać sobie życie.
Dramat Tomasza Komendy trwał 18 lat. Do jego oczyszczenia z zarzutów przyczynił się m.in. funkcjonariusz CBŚP Remigiusz Korejwo, który po latach postanowił ponownie przyjrzeć się sprawie. Pomagał mu dziennikarz śledczy Grzegorz Głuszak.
W toku nowego śledztwa ujawniono, że Dorota P. kłamała, co potwierdziło badanie wariografem. W kolejnym procesie zmieniła zeznania, tłumacząc się presją ze strony policji. Kobieta nie poniosła odpowiedzialności karnej, ponieważ zmarła w trakcie postępowania.
Wykazano liczne błędy i rażące zaniedbania w pierwotnym śledztwie. Osoby odpowiedzialne za niesłuszne skazanie Tomasza Komendy nigdy nie usłyszały zarzutów.
W połowie marca 2018 roku Sąd Penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z odbywania kary. Na wolność wyszedł po 18 latach.
16 maja 2018 roku Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę. W tym momencie koszmar powinien się zakończyć. Tak się jednak nie stało.
CZY TO KONIEC CIERPIENIA TOMASZA?
Choć Tomasz opuścił więzienie, wspomnienia doznanych krzywd pozostały z nim na zawsze. W 2021 roku Sąd Okręgowy w Opolu przyznał mu 12 000 000 zł zadośćuczynienia oraz 811 000 zł odszkodowania za niesłuszne pozbawienie wolności.
Na podstawie jego historii powstał film „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”.
30 listopada 2020 roku na świat przyszedł syn Tomasza Komendy i jego narzeczonej.
CO NAPRAWDĘ SPOTKAŁO MAŁGORZATĘ K.?
Po latach przed sądem stanęli prawdziwi sprawcy zbrodni miłoszyckiej – Ireneusz M. oraz Norbert B. Ujawniono nowe ustalenia.
Małgorzata źle poczuła się po wypiciu szampana krótko po północy. Nie była w stanie swobodnie się poruszać ani logicznie wypowiadać. Nowo poznany kolega zaproponował, że odprowadzi ją do domu. Przed klubem zatrzymał ich jednak Ireneusz M., podając się za brata dziewczyny. Polecił chłopakowi wrócić na dyskotekę, twierdząc, że sam zajmie się siostrą.
Wkrótce dołączył do niego Norbert B. Obaj zaprowadzili nastolatkę na teren pobliskiej posesji, gdzie doszło do brutalnego gwałtu. Bezbronną, nagą dziewczynę pozostawiono na pewną śmierć.
Początkowo sąd skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia.
1 grudnia 2021 roku ogłoszono prawomocny wyrok: Ireneuszowi M. utrzymano karę 25 lat pozbawienia wolności, natomiast Norbertowi B. złagodzono ją do 15 lat.
Historia Tomasza Komendy na zawsze pozostanie symbolem tragicznej pomyłki systemu, który odebrał niewinnemu człowiekowi niemal całe dorosłe życie. Choć odzyskał wolność i dobre imię, nigdy nie odzyskał lat, zdrowia i spokoju, które mu odebrano.
Tomasz Komenda zmarł 21 lutego 2024 roku w wyniku choroby nowotworowej płuc.
Pozostaje po nim pamięć oraz obowiązek, by taka historia nigdy się nie powtórzyła.
Źródła grafiki:

Matthew Ansley
ansleycreative

Jakub Kaminski/Dzien Dobry TVN/East News