24 maja 1982 roku (poniedziałek)
Dwa dni przed Dniem Matki.
Miasto pozostaje pod ciężarem trwającego od kilku miesięcy stanu wojennego. Podejrzliwość i strach przenikają codzienność - nie tylko w Mieście Stu Mostów, lecz w całym kraju.
Równolegle, 44 lata temu, niemal niezauważenie, zaczyna się zdarzenie o naturze kryminalnej, które wykluwa się w przestrzeni uznawanej za całkowicie bezpieczną. W miejscu pełnym życia, gwaru, świergotu, trzepotu skrzydeł i zapachu ptasich piór.
Ogród Zoologiczny we Wrocławiu - najstarszy w Polsce, przy ul. Zygmunta Wróblewskiego 1–5, w ramionach Odry - na terenie Wielkiej Wyspy.
W tamtym czasie, od jedenastu lat był obecny w domach Polaków za sprawą programu
„Z kamerą wśród zwierząt”.
Jego gospodarzami są Hanna Gucwińska i Antoni Gucwiński - osoby darzone zaufaniem, podobnie jak samo zoo, pod których opieką znajduje się blisko 7 000 zwierząt z około 600 gatunków.
To właśnie tutaj - w ptaszarni oraz pawilonie dla strusi - rozegrał się dramat, który na zawsze zmienił życie jednej wrocławskiej rodziny i pozostawił trwały ślad w historii tego miejsca.
DZIEWCZYNA nazywana „Basią”
Ofiarą jest młoda dziewczyna.
Uczy się w jednym z wrocławskich liceów.
Ma charakterystyczny pieprzyk nad ustami - niczym Marilyn Monroe.
We wrześniu 1982 roku miała skończyć 18 lat.
Dla potrzeb różnych publikacji i zachowania anonimowości nazywana jest „Basią”. Jej prawdziwe imię nigdy nie przeniknęło do przestrzeni publicznej.
Dorastała w cieniu tamtych lat: z jednej strony młodość, marzenia i pierwsze zauroczenia, z drugiej - kolejki w sklepach, godzina milicyjna i wszechobecny lęk.
Można wyobrazić sobie, że tego majowego dnia chciała po prostu wyrwać się z szarej codzienności. Zoo - pełne kolorów, egzotyki i dźwięków ptaków - było miejscem, gdzie można było na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. Niemal jak w innym świecie.
W obrazie tej historii jest coś głęboko niepokojącego, jak w filmach A. Hitchcocka.
W „Ptakach” niewinne stworzenia obracają się przeciw człowiekowi.
We wrocławskim zoo stało się odwrotnie - to człowiek stał się zagrożeniem dla drugiego człowieka, a ptaki pozostały milczącymi obserwatorami.
Pierwszymi z nich są strusie - największe ptaki świata. Ich długie szyje, silne nogi i ogromne oczy służą temu, by dostrzegać zagrożenia z daleka.
Czy „Basia”, kierowana ciekawością, zaglądając do strusiarni, przekroczyła granicę niedostępną dla zwiedzających?
Czy był to jeden krok za daleko, który oddzielił zwykłą wycieczkę od tragedii?
ZAGINIĘCIE
24 maja 1982 roku „Basia” nie wraca do domu na noc po wizycie w zoo. Rodzice czekają.
Noc mija w niepokoju. Następnego dnia zgłaszają zaginięcie. Jednak realia stanu wojennego sprawiają, że sprawa nie otrzymuje natychmiastowej, zdecydowanej reakcji.
Wrocław jest miastem oporu, a zaginięcia młodych dziewcząt wpisują się w ponurą codzienność tamtych czasów.
Rysopis:
- budowa ciała: krępa
- wzrost: średni
- włosy: blond, proste, niezbyt długie
- oczy: szaroniebieskie
- znaki szczególne: pieprzyk na górnej wardze po prawej stronie
Ubiór w chwili zaginięcia:
- spodnie: dżinsy
- obuwie: białe trampki z czerwonymi i niebieskimi naszywkami
- koszulka: z krótkim rękawem
- okrycie wierzchnie: biały skafander,
na lewym boku wyszyte koło z kotwicą,
motyw przecięty dwoma niebieskimi pasami
Mija tydzień.
Pod nieobecność dyrekcji obowiązki przejmuje kierownik administracyjny, znany z niemal obsesyjnej potrzeby kontroli. Podczas rutynowego obchodu pawilonów zagląda do kotłowni przylegającej do pawilonów dla ptaków. W popiele pieca dostrzega coś, co natychmiast burzy porządek codzienności zoo.
Przez chwilę myśli, że to kończyna zwierzęcia.
Po chwili uświadamia sobie prawdę.
Zwykła rutyna zamienia się w obraz rodem z horroru.
ZBRODNIA
Śledztwo odsłania dramatyczny przebieg wydarzeń. „Basia” spotyka w pawilonie dla strusi Łukasza N. - awikulturystę, młodego opiekuna ptaków, z zawodu murarza. Człowieka lubianego, pozornie niebudzącego żadnych podejrzeń.
W toku śledztwa, podczas przesłuchań, podejrzany utrzymuje, że próbował ją jedynie „uciszyć”. Chwyta od tyłu za szyję. Dziewczyna walczy, lecz nacisk okazuje się zbyt silny. Upada na posadzkę - jest martwa.
Dalsze jego działania mają charakter paniczny. Podejmuje próbę spalenia ciała w kotłowni, wykorzystując drewno ze zmagazynowanych skrzyń do przewozu drobnych ptaków. Chce zatrzeć ślady i obrócić wszystko w popiół. Ogień jednak nie strawił wszystkiego.
Była to zbrodnia impulsywna, chaotyczna, o nieodwracalnych skutkach.
Po trwającym blisko rok procesie sprawca zostaje skazany w 1983 roku na 12 lat pozbawienia wolności. Kilka lat później opuszcza więzienie - w realiach tamtego czasu nie było to niczym nadzwyczajnym.
Dla rodziców „Basi” nic się jednak nie zakończyło. Pozostała codzienność po stracie - cicha, wymowna i pozbawiona odpowiedzi.
Przez pewien czas do zoo przynoszą białe storczyki jako symbol niewinności.
Bez tablic.
Bez oficjalnego miejsca pamięci.
Ich gest nie jest protestem ani oskarżeniem. Jest próbą ocalenia obecności córki w przestrzeni, która ją odebrała.
Zoo żyje dalej.
Zmieniają się dyrektorzy, personel, pawilony, alejki i ogrodzenia. Wzrastają nowe pokolenia zwierząt.
Ptaszarnia przechodzi rewitalizację.
Nowi pracownicy nie znają historii.
Zwiedzający nie mają powodu, by o nią pytać.
Tak właśnie działa się tragedia, która nie zmieniła świata, lecz na zawsze zmieniła jedną rodzinę.
Została w pamięci kilku osób i w samej strukturze miejsca - w murach, kratach i wolierach, które na co dzień tętnią życiem.
Jeśli kiedyś będziecie spacerować po wrocławskim zoo - wśród dziecięcego śmiechu i łopotu skrzydeł - warto na moment zwolnić.
Pomyśleć o „Basi”.
Być może w świergocie ptaków, a przede wszystkim w spojrzeniach strusi - należących do jednych z najbardziej długowiecznych ptaków - wciąż trwa niema pamięć tamtego majowego popołudnia 1982 roku.
Jako Stowarzyszenie Zaginieni Śladem Nadziei wierzymy, że przywoływanie takich historii ma sens.
Nie po to, by rozdrapywać rany, lecz by pamięć nie znikała, a dramaty sprzed lat nie rozpływały się w ciszy i zapomnieniu.
Każda opowieść to czyjeś życie.
Każde imię - czyjeś dziecko.
Pamiętamy.
***
Źródło historii w: Marek Górlikowski "Państwo Gucwińscy. Zwierzęta i ich ludzie", Wydawnictwo Znak, 2021.