02 lutego 2026

sprawa joanny g. - kryminalne historie polska

Olsztyn / Dywity / okolice
13 września 1996 (piątek)
 
Ostatnie dni lata 1996 roku chylą się ku jesieni — powietrze jest jeszcze ciepłe, ale w kalendarzu astronomicznym, jak co roku, czuć zbliżającą się zmianę. W Olsztynie i regionie przychodzi ona szybciej: chłodniejsze poranki i wilgoć znad jezior zapowiadają bezlitośnie – koniec lata.
Olsztyn funkcjonuje normalnie: ludzie idą do pracy i wracają do domów, robią zakupy, ktoś odbiera dzieci z przedszkola, ktoś inny ze szkoły, a w głowach pojawiają się już plany na sobotę i niedzielę.
 
W radiu i na kasetach magnetofonowych krążą melodie rozpoznawalne od pierwszych sekund — chociażby „Orła cień” Varius Manx z nową wokalistką — Kasią Stankiewicz, dziewczyną z niedalekiego Działdowa. To świeży singiel – z maja 1996 roku. W kinach lecą seanse "Młodych wilków". A cały kraj żyje jesze jednym wydarzeniem roku: 20 września 1996 r. w Warszawie, na Lotnisku Bemowo, ma odbyć się pierwszy i jedyny koncert Michaela Jacksona w Polsce.
A jednak pośród tych planów wypada piątek trzynastego września.
 
Są sprawy, które można opisać jednym ciągiem cyfr. W historii Joanny G. to właśnie cyfry wiodą nas przez tę opowieść – wciągają niczym wir w jeziornej toni – a tam dryfują pytania, emocje, pamięć i tęsknota.
 
23 lata — jej wiek
7 lat głuchej ciszy
24 lata, które minęły, zanim wróciła odpowiedź
matka, która zamieniła resztę swojego życia w drogę po śladach nadziei.
I jest jeszcze jedno miejsce, które nie jest tłem tej historii. Wynurza się powoli — i to ono przejmuje prowadzenie tej historii.
Jezioro… Jezioro Dywickie…
 
Blisko 18,4 hektara wody — jak 26 boisk piłkarskich. (Albo niemal 150 basenów olimpijskich).
 
23 - JOANNA G.
Joanna ma 23 lata. Filigranowa blondynka, w wyróżnających się okularach w metalowych, czarno-żółtych oprawkach, za którymi skrywają się niebieskie oczy. Takie, które przypominają jezioro: spokojne z wierzchu, głębokie w środku.
Jej świat od dawna był niepełny — a takim nie powinien być świat dziecka. Gdy miała 6 lat, zmarł ojciec. Zostały tylko we dwie: ona i mama — Danuta. Asia to jedynaczka, która dla matki była całym światem.
 
Joanna kończy liceum ekonomiczne, nie podchodzi do matury — odkłada ją. Za to szybko zaczyna pracować, jakby chciała nadrobić życie w ekspresowym tempie, pomagając jednocześnie mamie finansowo:
- pracuje jako sekretarka
- podejmuje pracę w firmie ubezpieczeniowej
- ma epizod w drogerii
- próbuje sił w agencji detektywistycznej
- a przede wszystkim pisze teksty do lokalnego dziennika — ma smykałkę do pisania.
I ma marzenie, jedno, konkretne: chce zostać dziennikarką.
 
Lubi ludzi, miasto, muzykę, rozrywkę i popularne w latach 90. XX wieku dyskoteki. I — jak wielu młodych w tamtym czasie — marzyła także o stabilizacji.
 
Wiosną, w maju, życie zawsze wygląda, jakby wszystko zaczynało się od nowa.
Jakby cały świat mówił: „będzie dobrze”.
 
WIOSNA 1996 r. — DYWITY
1 maja 1996 r. — dyskoteka
 
W Dywitach (małym punkcie na mapie) na północ od Olsztyna, na dyskotece Joanna poznaje o dwa lata młodszego Marka — jak wielu młodych wtedy: przy muzyce, w tańcu, w tłumie, w migających świetłach stroboskopów. Znajomość rozwija się błyskawicznie, jak zieleń buchająca w maju. W kilka tygodni pojawia się temat ślubu. Tak jakby Joanna chciała nadrobić i ten punkt z życia.
Jeszcze przed uroczystością ślubną para zamieszkuje razem. Mieszkanie w Olsztynie wynajmuje im matka Joasi. Z relacji wynika, że pojawiają się codzienne konflikty: o późne powroty Joanny do domu, o niezależność. I o to, że Joanna chce żyć po swojemu — i nie daje się zamknąć w narzucanych przez Marka zasadach.
 
24 sierpnia 1996 r. — ślub
To miał być nowy początek. Ale zamiast spokoju pojawia się jeszcze więcej napięć, które dopiero później zostają nazwane. W przekazach pojawiają się informacje o groźbach i przemocy: fizycznej oraz psychicznej stosowanej przez Marka.
 
U schyłku lata nad wodą toczy się mikro-życie. Spacerowicze na brzegu, wiatr w szuwarach, słońce migoczące na tafli.
A jezioro wygląda, jakby już wtedy miało w sobie tajemnicę.
 
PIĄTEK, 13 WRZEŚNIA 1996 r. — OSTATNI DZIEŃ
Joanna odwiedza mamę w szpitalu. Wychodząc, zapowiedziała powrót nazajutrz — ale to „nazajutrz” już nie nadeszło. Potem wraca do mieszkania, które dzieli z mężem. Dochodzi do kłótni. Jej przebieg znamy dziś wyłącznie z relacji sprawcy. Bo głosu Joanny nikt już wtedy nie usłyszał. Ale nie ma też żadnego świadka, który może cokolwiek potwierdzić.
 
Według Marka Joanna wychodzi z domu.
- nie zabiera rzeczy osobistych
- nie informuje nikogo, dokąd idzie
- wygląda to tak, jakby miała wrócić za chwilę
Nie wraca nigdy.
 
Danuta zapamięta ten dzień do końca życia. Jest pierwszy namacalny znak, że stało się coś złego: tego dnia Asia nie odebrała zasiłku dla osoby bezrobotnej. A to nie była rzecz, o której się zapomina. To był detal, który dla matki brzmiał jak larum — jak przerwana codzienność.
Jesienią wszystko robi się tajemnicze i cięższe. Dni stają się coraz krótsze, woda w jeziorze brunatnieje. I człowiek zaczyna rozumieć, że czas nie zawsze leczy. Czasem jest jak łzy — płyną, a jednak niczego nie zmywają. Nie oczyszczają. Nie przynoszą katharsis.
 
7 — LAT CISZY (1996–2003)
18 września 1996 r.
 
Zaginięcie zostaje zgłoszone na policji przez mamę Joanny, która na własne życzenie wypisuje się ze szpitala. Zięć — Marek W. — pojawia się na komisariacie policji przy formalnościach. Przez chwilę wygląda, jakby szukał Joanny. Udziela się w programach telewizyjnych poszukujących zaginionych m.in. w: „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…”. Jakby stał po tej samej stronie, zwracając się z apelem do ludzi dobrej woli o pomoc w odnalezieniu żony. Ale to zaangażowanie gaśnie szybko — jakby ktoś zalewał je wodą.
 
Danuta zostaje sama. Z pytaniami do policji, a w następstwie swoich podejrzeń — z wnioskami do prokuratury. Z notatkami, z ciągłym powracaniem tam, gdzie powinna być odpowiedź. A w reakcji zwrotnej często była tylko cisza lub zdanie, które miało uspokajać. Krótko. Jak formułka: „Poszukujemy”.
Kiedy kończą się fakty, pani Danuta chwyta się nadziei — bo jest matką. Korzysta też m.in. z pomocy znanego jasnowidza.
W tym czasie Marek zaczyna żyć dalej.
 
Układa sobie życie na nowo z partnerką poznaną następnej wiosny — w 1997 roku. Tak jakby Joanna była już zamkniętym rozdziałem.
Przez lata nie ma przełomu: żadnych sygnałów, brak ciała, brak jasnej odpowiedzi — tylko wersje. Może… Może wyjechała. Może miała dość… Może… może.
 
Zimą jezioro potrafi zamarznąć, zwłaszcza na Warmii i Mazurach… jakby zamykało wszystko szczelnie pod lodem.
Lecz serce matki Asi nie zamarza. Bo są uczucia, których nie przykryje żadna tafla lodu i śniegu. I są pytania, które nie toną — nawet po latach. Nadzieja bywa cicha, ale nie umiera. Jeśli umrze — to umrze ostatnia… A matka… idzie dalej. Krok po kroku. Po śladach, które zima — brak przełomu — próbowała skuć lodem.
 
PRZEŁOM — WRZESIEŃ 2003
16 września 2003 r.
 
Niemal po siedmiu latach na policję zgłasza się partnerka Marka W. Mówi o przemocy, o groźbach i o wypowiedzi, która brzmi jak prawda wypływająca na powierzchnię: „że może skończyć tak jak Joanna”.
 
17 września 2003 r. — ZATRZYMANIA
Zatrzymany zostaje Marek W. oraz jego brat. Śledczy po raz pierwszy traktują sprawę jednoznacznie – jako z@bójstwo.
Z ustaleń wynika, że ciało Joanny przez pierwsze dni po zaginięciu miało zostać ukryte w mieszkaniu. W przekazach powraca też motyw beżowej wersalki — tej, którą Asia jako jeden z elementów wiana zabrała z domu rodzinnego. Pojawiają się informacje o działaniach podejmowanych później: sprzątaniu, praniu, o próbach zatarcia śladów. A potem — o przenoszeniu szczątków w inne miejsca. Jakby kolejne kroki miały oddalić prawdę, a nie tylko ją ukryć. W końcu zapada decyzja najprostsza. A przez to najstraszniejsza: woda.
Torba z ciałem Joanny, wypełniona workami jutowymi, została obciążona ciężarem.
Wieczór.
Ponton.
Kilka metrów od brzegu. I cisza nad wodą, która ma udawać spokój. Ciało w torbie znika pod lustrem wody — razem z prawdą.
Oni wracają na ląd. I udają normalność.
 
Jezioro Dywickie zostaje — milczy dalej.
 
PROCES I WYROK — BEZ ODNALEZIONEGO CIAŁA
16 marca 2005 r.
 
Z ustaleń śledczych wynika, że w dniu zaginięcia doszło do kłótni małżonków. Nie minął nawet miesiąc miodowy. Po tej awanturze Joanna już nie wyszła z domu żywa.
 
Marek W. — 15 lat pozbawienia wolności (zabójstwo)
brat Marka — 2 lata więzienia (pomoc w ukryciu zwłok)
 
9 listopada 2006 r. — wyrok prawomocny
To jedna z tych spraw, gdzie rozstrzygnięcie zapadło poszlakowo. Dla sądu i oskarżycieli — konkluzja: postępowanie dowodowe wykazało, że doszło do pozbawienia życia, a sprawa zakończyła się prawomocnym wyrokiem.
Dla matki — wciąż brakowało jednego: odpowiedzi na pytanie „gdzie w wodzie?”.
W literaturze woda bywa lustrem.
W prawdziwym życiu częściej bywa zasłoną, schowkiem, grobem — tylko nie tym na cmentarzu.
 
POSZUKIWANIA
Dno Jeziora Dywickiego było przeszukiwane wielokrotnie. Używano specjalistycznego sprzętu: m.in. urządzeń do wyszukiwania metali, magnetometrów, pojazdu podwodnego oraz echosond. Za każdym razem warunki pod wodą były bardzo trudne: zamulenie i widoczność do ok. pół metra, a czasem praktycznie żadna.
 
I tu jest coś, o czym rzadko się mówi, bo jezioro przez tyle lat też się zmieniało. Inne było dno. Inne warstwy mułu. Inny brzeg, inne poszycie roślinności…
 
24 — WODA ODDAJE PRAWDĘ
26–27 maja 2020 r.
Po 24 latach płetwonurkowie odnajdują w Jeziorze Dywickim torbę ze szczątkami. Plan działań poszukiwawczych przygotował nurek — Marcel Korkuś, biegły sądowy w zakresie poszukiwań podwodnych, od lat związany z nurkowaniem. Z informacji wynika, że poszukiwania prowadzono po analizie akt sprawy, a w działaniach wykorzystano m.in. magnesy neodymowe. Po kilkunastu dniach badania DNA potwierdzają: to Joanna.
Jezioro oddało odpowiedź po 24 latach — w Dzień Matki. Jakby wiedziało, komu ją jest winne.
 
CO POWRÓCIŁO Z WODY
W torbie były też rzeczy osobiste, które Mama potrafiła rozpoznać m.in.:
- okulary
- ubranie
- torebka (pamiątka z Francji)
- dezodorant Bac
- notes
- długopis
 
POŻEGNANIE
26 czerwca 2020 r. — pogrzeb
 
Joanna spoczęła w rodzinnym grobie — tam, gdzie w 1979 roku pochowano jej ojca.
Danuta przez lata gromadziła w dawnym pokoju córki dziesiątki bukietów plastikowych kwiatów, które ostatecznie trafiły na mogiłę Asi.
 
1 - MAMA (DANUTA)
w tej historii to Matka, która nie potrzebowała paragrafów i procedur, lecz odpowiedzi.
Przez 24 lata Asia bez ustanku była szukana przez matkę. Danuta żyła skromnie. Za ostatnie pieniądze opłacała nurków, specjalistów, jasnowidzów. Odsunęła się od bliskich, znajomych. Nie potrafiła i nie chciała odpuścić. Żyła tylko dla tej sprawy.
 
EPILOG: CYFRY, KTÓRE NIE SĄ MATEMATYKĄ
23 — lata życia Joanny
7 — lat „nie wiadomo”, "może", „poszukujemy”
24 — lat ciszy, zanim prawda wróciła z jeziora
1 — matka, która nie przestała szukać
 
Joanna G. — pamiętamy
 
DLACZEGO JAKO STOWARZYSZENIE WRACAMY DO TEJ HISTORII
Nie dla sensacji. Nie dla klików. Nie po to, by dokładać cierpienia bliskim Joanny.
 
Wracamy, bo:
- zaginięcie nie jest tylko pustym hasłem — czasem za nim stoi przestępstwo, a prawda wychodzi dopiero po latach,
- przemoc najczęściej zaczyna się w relacji: w domu, w małżeństwie, wśród tych, których miało się znać i którym miało się ufać,
- rodzina potrafi latami żyć w stanie zawieszenia — bez odpowiedzi, bez grobu, bez pożegnania,
- pamięć to nie tylko wspominanie — to gest, który ma znaczenie, który nie pozwala takim historiom zatonąć w medialnym szumie,
- robimy to z szacunkiem i odpowiedzialnością — zgodnie z etyką opowiadania o ludzkiej tragedii.
 
***
 
Materiały źródłowe:
Źródła fotografii: Tomasz Waszczuk / PAP

Polityka prywatności

O nas

kontakt@zaginienislademnadziei.pl

+48 609 750 887

Obserwuj nas!

Kontakt

Zgłoś zaginięcie

Jak postępować?

Strona główna

Jesteśmy organizacją pozarządową,
która pomaga bliskim osób zaginionych.

NAWIGACJA

BRAND + WEBSITE DESIGN BY NULI DESIGN

a man holding a white and black remote control flying a white and black remote control