02 lutego 2026

Wampir z olsztyna: eugeniusz mazur - kryminalne historie polska

W styczniu 1991 r., w niecałe 15 minut, Eugeniusz Mazur pozbawił bestialsko życia aż 4 osoby. Jedną z ofiar stało się 3 letnie dziecko. Sprawca był jednym z ostatnich przestępców w Polsce skazanych na karę śmierci. Ostatecznie jednak jej uniknął.
 
Było wtorkowe popołudnie, 8 stycznia 1991r. 30-letni Jan Miazek - gospodarz we wsi Babiniec - był w trakcie drzemki tuż po obiedzie. Nagle wyrwał go z niej Eugeniusz Mazur. Mężczyzna już od dłuższego czasu nachodził rodzinę Miazków. Twierdził, że wciąż byli mu winni dodatkową zapłatę za pracę w gospodarstwie. Pomagał on im bowiem przy pracy w żniwach. Dostawał za to drobne wynagrodzenie, jedzenie i papierosy. Jego praca jednak nie była zbytnio efektowna, z racji na to, że nie stronił od alkoholu. Dlatego państwo Miazkowie zdecydowali się na przerwanie współpracy. Eugeniusz jednak twierdził, że wciąż należy mu się zaległa zapłata - w sumie 212 tysięcy starych złotych, czyli dzisiejsze 21 zł. Mimo tego, że gospodarz stwierdził, iż są już rozliczeni, Mazur wielokrotnie nękał jego rodzinę.
 
Dzień masakry we wsi Babiniec
Dnia 8 stycznia 1991r. Eugeniusz Mazur przyszedł do gospodarstwa w tym samym celu - by domagać się spłaty rzekomego długu. Wiedział, że małżeństwo sprzedało dzień wcześniej świnię i z tym wiązał nadzieje na odzyskanie pieniędzy. Tego dnia jednak Jan nie był w nastroju do kłótni z awanturującym się byłym pracownikiem. Gospodarz był także pod wpływem alkoholu, co dodało mu odwagi, by być bardziej stanowczym. Szybko wygonił Mazura ze swojego mieszkania, co nie spotkało się z przychylną reakcją.
 
Przed przyjściem do Miazków, Mazur zabrał dwa, wykonane przez siebie, ostre, kłusownicze noże, którymi lubił zapolować na zwierzynę.
" Zawsze byłem z nożem (...) chodziłem z nim" - twierdził w wywiadzie z serialu "Cela nr."
W gniewie wyciągnął jeden z nich i bez wahania zadał nim kilka ciosów Miazkowi. Gospodarz z poderżniętym gardłem osunął się na ziemię i chwilę później zmarł. Zwłoki Jana Miazka zostały odnalezione z prawie odciętą głową od tułowia. Morderca po tym spokojnie poszedł do kuchni zapalić papierosa. Tam, trafił na na 1,5-roczną córkę Miazków - Monikę. Na szczęście nie skrzywdził dziewczynki, posadził ją na krześle i wyszedł z pomieszczenia.
" Nie, nic nie pamiętam. Wszystko tylko wiedziałam od rodziny" - opowiadała po latach Monika w wywiadach.
 
Eugeniusz widząc zapalone światło w stodole, wyszedł na podwórze, gdzie spotkał Annę - żonę gospodarza oraz jej 16-letniego upośledzonego brata. Mężczyzna poinformował kobietę, iż nie zależy mu dłużej na spłacie długu. Jednocześnie podkreślił, że Anna powinna wezwać pogotowie do swojego męża. Małżonka Jana, obawiając się o niego, zaczęła w strachu krzyczeć. W tym czasie trzymała na rękach swoją 3-letnią córeczkę - Agnieszkę. Krzyk kobiety zdenerwował mordercę, jak opowiada w wywiadzie z nim, zamachnął się i uderzył kobietę w twarz. Zapomniał jednak, że w dłoni trzyma nóż i trafił w szyję trzymanej na rękach dziewczynki ostrzem. Następnie mężczyzna zadał jeszcze kilkanaście ciosów zarówno Annie Miazek, jak i trzymanej ciągle przez nią na rękach Agnieszce. Obrażenia zadane czterocentymetrowej szerokości nożem okazały się śmiertelne dla żony Jana Miazka. Brat Anny, Grzegorz, ruszył z widłami w rękach na pomoc siostrze. Z racji, iż Mazur umiejętność rzucania nożem ćwiczył od młodych lat, wycelował w chłopaka nożem trafiając prosto w serce. Głową nieprzytomnego Grzegorza zaczął uderzać o ścianę. Według Mazura, próbował tylko wyrwać tkwiący głęboko w ciele nóż. Osuwającemu się na ziemię nastolatkowi zadał jeszcze kilkanaście ciosów nożem. Ponieważ mała Agnieszka wciąż płakała, sprawca uderzył główką dziecka o ścianę. Spowodował tym rozległe obrażenia tyłu głowy. Następnie dźgnął ją nożem w klatkę piersiową i szyję, a na koniec rzucił dzieckiem o ziemię powodując m.in. pęknięcie czaszki ofiary.
 
" - Jak tryska krew to pan coś czuje?
- Nie przerażała mnie nigdy" - mówił sprawca w wywiadzie z Edwardem Miszczakiem
 
Po zbrodni po raz kolejny zapalił papierosa, a zapałkę upuścił na ziemię, czym wywołał pożar. Sąsiedzi zauważywszy płomienie ruszyli na pomoc. Nie wiedzieli jeszcze wtedy, że gospodarstwo stało się miejscem zbrodni.
 
" Wkurzony taki, że (...) poszłem, nie interesowało czy oni żyją, czy nie" - twierdził w wywiadzie z programu Paragraf § 148 - Kara Śmierci
Sąsiedzi wyprowadzili część trzody i zabrali ocalałą Monikę Miazek. Jako pierwszego odnaleziono Jana Miazka. Po kilku godzinach odnaleziono w oborze zwęglone zwłoki Anny i Agnieszki Miazek. Nieco później odkryto ciało Grzegorza. Jak wykazała ekspertyza, Agnieszka i Grzegorz żyli jeszcze w chwili pożaru natomiast Anna była już martwa.
 
Zatrzymanie sprawcy
Mazur został zatrzymany dwie doby po dokonaniu zbrodni. Policję zawiadomiła zaniepokojona siostra Eugeniusza. Wiedziała o jego kryminalnej przeszłości i połączyła go ze sprawą. Mężczyzna początkowo nie przyznawał się do niczego. Jednak po jedenastu dniach przyznał się do zabójstw i opisał wszystko ze szczegółami. Nie przyznawał się jedynie do kradzieży obrączki należącej do Anny Miazek. Po kilku latach wyznał wreszcie, że zabrał obrączkę na poczet długu. Po jakimś czasie odwołał to w następnych zeznaniach.
 
Przeszłość Mazura
Od dziecka sprawiał kłopoty wychowawcze. Chłopak bił się ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. W młodości znany był także z sadystycznych zachowań wobec zwierząt. Rozrywał drobne zwierzęta, ukręcał łby kotom, kastrował psy dla własnej satysfakcji, wieszał je, topił.
 
Po raz pierwszy trafił do więzienia w 1968 r. Mężczyzna 10 października 1968 pobił na przystanku autobusowym Romana Miazka. Był to ojciec Jana, jego późniejszej ofiary. Następne wyroki również otrzymywał przeważnie za pobicia. Eugeniusz Mazur był bardzo agresywny. Mężczyzna często bił swoje ofiary kołkiem lub orczykiem, kopał po głowie, znęcał się nad nimi. Pewnego razu ręce jednej z ofiar związał drutem.
 
Przed wyrokiem za zabójstwo spędził w więzieniach 12 lat z siedmiu wyroków sądowych, jakie otrzymał za pobicia i znęcanie się nad rodziną. Kazał bowiem swoim małoletnim dzieciom trzymać nocnik, do którego się załatwiał. To wszystko dlatego, że nie pamiętały ojca, gdy wrócił z więzienia. Bił je także kablem. W końcu jedna z jego konkubin nie wytrzymała i złożyła donos na policję. Trafił za to do więzienia, skąd wysyłał jej kartki z pogróżkami. Gdy tylko wyszedł z więzienia, od razu zaatakował swoją kobietę oraz jej nowego partnera. Para uciekła przez okno z wieloma ranami kłutymi. Między kolejnymi wyrokami najdłużej na wolności spędził półtora roku.
 
Wyrok 
Podczas procesu sprawca otwarcie przyznawał, że zemści się po wyjściu na wolność. Nie wyrażał skruchy, oświadczył, że żałuje, iż nie zabił także ojca Jana Miazka. Nie współpracował nawet ze swoim obrońcą.
"Zabiłem ich, żeby już nigdy nikogo nie oszukiwali. Trochę może mi żal tej kobiety, jej córeczki i tego młodego mężczyzny. Ale Jankowi to się należało" - powiedział podczas rozprawy sądowej
 
Dnia 4 marca 1992 r. Sąd Wojewódzki w Olsztynie skazał Mazura na czterokrotną karę śmierci. Wyroku jednak ostatecznie nie wykonywano z powodu trwającego już wówczas moratorium na wykonywanie kary śmierci. Po dokładnym zapoznaniu się ze sprawą przez biegłych, Eugeniusz Mazur został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności. Na wolność miał wyjść w 2016 roku. Wyrok odbywał w Zakładzie Karnym w Sztumie. Przebywał w celi ze specjalnymi zabezpieczeniami - tak zwana "sztywna cela". Wszystkie meble w pomieszczeniu były przytwierdzone śrubami do podłogi, 2 razy dziennie wykonywane były przeszukiwania, cela miała podwójne drzwi oraz specjalne kraty w oknach. Mężczyzna nie wierzył, że wyjdzie na wolność - " Ja raczej myślę, że wcale nie wyjdę (...) nie ma najmniejszych szans. ". W 2010 roku zmarł w zakładzie karnym.
 
***
 
Źródła:
Cela nr. - odcinek 2
Paragraf § 148 - Kara Śmierci - odcinek 7
Źródła zdjęć:
Paragraf § 148 - Kara Śmierci - MAZUR odc. 7 / TVP

Polityka prywatności

O nas

kontakt@zaginienislademnadziei.pl

+48 609 750 887

Obserwuj nas!

Kontakt

Zgłoś zaginięcie

Jak postępować?

Strona główna

Jesteśmy organizacją pozarządową,
która pomaga bliskim osób zaginionych.

NAWIGACJA

BRAND + WEBSITE DESIGN BY NULI DESIGN

a man holding a white and black remote control flying a white and black remote control