26 stycznia 2026

Zaginięcie Brandona Swansona - kryminalne historie świat

14 maja 2008 roku miał być zwykłym, radosnym dniem. 19-letni wówczas Brandon Swanson, miał świętować ze znajomymi zakończenie semestru, na imprezie w Lynd.
 

Dzień przyjęcia

Chłopak, gotowy, aby wyruszyć w drogę na wyczekiwaną imprezę, około godziny 18:00 pożegnał się z matką. Następnie wsiadł do auta i odjechał, obiecując ostrożność. Nastolatek planował pojawić się tego dnia na dwóch przyjęciach. Pierwsze z nich odbyło się w miejscowości Lynd, około 12 km od jego domu. Spotkanie odbyło się w 5 osób, nie było tam dużo alkoholu. Według świadków Brandon Swanson wypił tam przynajmniej jednego drinka.

 

Około godziny 23:00 chłopak udał się na imprezę do znajomych ze studiów w kampusie w Canby. Miał pokonać 55 km. Na tym przyjęciu pojawiło się zdecydowanie więcej gości. Było tam też dużo więcej alkoholu. W trakcie spotkania chłopak widziany był przynajmniej z jednym kieliszkiem whisky w dłoni. Choć znajdujący się tam znajomi chłopaka zeznawali potem, iż nie wydawał się on mocno odurzony.
Przed północą chłopak opuścił Canby. Wyruszył w podróż powrotną do domu, który był oddalony o niecałe 50 km. Droga prowadziła cały czas prosto. Istnieją jednak hipotezy, że Brandon mógł wybrać inną, dłuższą trasę polnymi drogami, by uniknąć patroli policji. Były to głównie szlaki żwirowe i piaskowe. Brak oświetlenia nie pomagał, a jedyną jasność dawały reflektory przejeżdżającego pojazdu i blask księżyca. Ulice i skrzyżowania były nieoznaczone, a niektóre z nich, z powodu uszkodzeń, całkowicie nie nadawały się do jazdy.
 

Wypadek

Prawdopodobnie około 1:15 nad ranem chłopak zjechał z drogi i wpadł do rowu. Następnie wysiadł z samochodu i postanowił zadzwonić do kilku kolegów - niestety żaden z nich nie odebrał. Pojazd został unieruchomiony, a wszelkie próby wyjazdu okazały się bezskuteczne. Ostatecznie o 1:54 zadzwonił do swoich rodziców. Poinformował ich o wypadku i poprosił, aby po niego przyjechali. Według rodziców Brandon wypowiadał się logicznie, nie brzmiał na pijanego. Z tego powodu nie byli wyjątkowo zaniepokojeni.
Brandon w wyniku wypadku nie doznał żadnego poważnego uszczerbku na zdrowiu. Nie wiedział jednak, gdzie dokładnie się znajduje. Obszar był położony na odludziu, dookoła znajdowały się lasy. Swanson przekazał rodzicom, że utknął prawdopodobnie niedaleko miasta Lynd. Ruszyli oni więc w około 7 minutową trasę, żeby odnaleźć syna.
 
Chłopak opisywał rodzicom dokładnie miejsce, w którym się znajdował. Opowiedział, że czeka na żwirowej drodze ciągnącej się wzdłuż pola golfowego. Nastolatek próbował sygnalizować światłami samochodu, gdzie dokładnie się znajduje. Używał także klaksonu, co było słyszalne przez nich podczas rozmowy telefonicznej. Małżeństwo niestety niczego nie dostrzegło ani nie usłyszało. Sami także starali się wysyłać sygnały świetlne, także bez skutku.
W końcu chłopak zauważył jakieś światło. Zniecierpliwiony czekaniem i nieporozumieniem postanowił pójść w jego stronę zostawiając samochód. Stwierdził, że widocznie jest w pobliżu Lynd. Kazał ojcu udać się na parking lokalnego baru i tam na niego poczekać. Mężczyzna ruszył w tamtym kierunku, rozmawiając przy tym z synem. Cała rozmowa trwała 47 minut. Podczas niej Brandon wbrew ojcu postanowił skrócić swoją drogę i zejść ze żwirowego szlaku. Nastolatek stale relacjonował trasę. Nagle o godzinie 3:10 Brandon Swanson wykrzyknął do słuchawki "O, cholera!". Potem milczał do końca rozmowy, aż rodzice się rozłączyli i kilkakrotnie próbowali do niego oddzwonić. Od tamtej pory Brandon nie pojawił się ani nie dał znaku życia. Telefon chłopaka po kilku sygnałach łączył się z pocztą głosową.
 
W późniejszych zeznaniach Brian Swanson - ojciec nastolatka - twierdził, że miał wrażenie, że Brandon stracił równowagę i się poślizgnął. Słyszał w słuchawce odgłos spadających kamieni i coś, co przypominało mu dźwięk upadającego telefonu.
 

Rozpoczęcie poszukiwań zaginionego

Przez kolejne godziny małżeństwo poszukiwało Brandona na własną rękę. Badali tereny graniczące z Lynd. Kontaktowali się także z przyjaciółmi syna, mając nadzieję, że chłopak po dotarciu do miasteczka odwiedził któregoś z nich.
O godzinie 6:30 rano zaniepokojeni rodzice zgłosili zaginięcie Swansona w Lynd. Zgłoszenie zostało jednak przez policjantów zbagatelizowane. Służby stwierdziły, że 19-latek jest osobą dorosłą i ma prawo decydować o sobie. Polecono rodzicom uzbroić się w cierpliwość.
Warto tutaj przypomnieć, że zgłoszenie zaginięcia, nawet osoby dorosłej, powinno zawsze być traktowane na poważnie. Podkreślamy także, że nakaz odczekania 24/48 h. to mit! Zgłoszenie może zostać przekazane od razu po zauważeniu braku kontaktu i żadnego znaku życia od bliskiego!
 

Wkroczenie służb

Poszukiwania ruszyły dopiero po paru godzinach. W pierwszej kolejności śledczy próbowali ustalić lokalizację zaginionego poprzez zwrócenie się do operatora telefonii komórkowej. Miało to się odbyć na podstawie logowań jego aparatu z najbliższą stacją przekaźnikową. Natomiast jego rozmowy zarejestrowane zostały przez punkt, który oddalony był od Lynd o około 40 km. Z tego powodu poszukiwania zostały przeniesione na inny obszar.
 

Odnalezienie auta

Około godziny 12:30, na terenie sąsiedniego hrabstwa, w pobliżu miejscowości Taunton, odnaleziono samochód Brandona. Pojazd był praktycznie nieuszkodzony, w jego wnętrzu nie odnaleziono śladów krwi oraz oznak walki. Nie znaleziono w nim również alkoholu czy narkotyków. Brandon nie zostawił żadnych rzeczy osobistych w aucie, wszystko zabrał ze sobą. A w pobliżu nie wykryto śladów innego pojazdu ani innych pomocnych poszlak.

 

Nieścisłości

Ostatnie połączenie z telefonu komórkowego chłopaka zostało zarejestrowane przez maszt na skrzyżowaniu dróg nr 3 i 10 w pobliżu Minneoty. Ustalono, że Brandon znajdował się w promieniu około 8 km od wspomnianego masztu telefonii komórkowej. Nie jest niestety możliwe ustalenie dokładnego miejsca, gdzie znajdował się podczas rozmowy z ojcem. Służby prowadzące poszukiwania skoncentrowały się na obszarze wyznaczonym przez zasięg masztu. Poszukiwania prowadzono nie tylko tradycyjnie, ale też z powietrza. W akcji wzięły udział także specjalnie przeszkolone psy. Zwierzęta natrafiły na trop, który ciągnął się przez ponad 4,5 km. Były to głównie polne drogi, prowadzące następnie do opuszczonej farmy, a potem wzdłuż rzeki Yellow Medicine. To właśnie przy tej rzece trop się urwał. Byłoby to zgodne z zeznaniami ojca, twierdzącego, że nastolatek mówił o szumie wody, słyszalnego w oddali.
Pojawiła się więc teoria, że Swanson mógł utonąć. Funkcjonariusze sprawdzali brzeg rzeki, a w okolicy pojawiły się też konie i pojazdy terenowe. Niestety wszelkie próby odnalezienia młodego mężczyzny zdały się na nic. Z czasem poszukiwania były prowadzone na coraz mniejszą skalę.
 
Poszukiwania wznowiono późną jesienią. Psy nadal podążały za zapachem wychwyconym już wcześniej. Również wiosną, po stopnieniu śniegu wciąż poszukiwano 19-latka. Trwało to do 2011 roku. Do tego czasu przeczesano ponad 320 km2. Do 2015 roku zgłosiło się około 90 potencjalnych świadków. Ich informacje nie doprowadziły jednak do przełomu w sprawie.
 
*** 
 
Źródła:
Źródła fotografii:

Polityka prywatności

O nas

kontakt@zaginienislademnadziei.pl

+48 609 750 887

Obserwuj nas!

Kontakt

Zgłoś zaginięcie

Jak postępować?

Strona główna

Jesteśmy organizacją pozarządową,
która pomaga bliskim osób zaginionych.

NAWIGACJA

BRAND + WEBSITE DESIGN BY NULI DESIGN