Zaginięcie Mieczysławy Pawlicy
Mieczysława Pawlica miała 60 lat. Była mieszkanką wsi Romanówka w województwie świętokrzyskim, niedaleko Sandomierza. Razem z rodziną mieszkała w dwupiętrowym domu jednorodzinnym. Miała męża Andrzeja, syna Jacka oraz córkę Barbarę, która wyprowadziła się już od rodziców. Domownicy uchodzili za spokojnych, zżytych, żyli bez konfliktów z innymi mieszkańcami wsi. Cieszyli się szacunkiem oraz byli postrzegani jako uprzejmi, życzliwi, choć lekko wycofani, żyjący na uboczu. Byli zamknięci, nie opowiadali za wiele o swoich zmaganiach, jeśli jakieś się pojawiały.
Pani Mieczysława poruszała się o kulach. Ciężka praca fizyczna wywołała u niej problemy z kręgosłupem. Zwyrodnienia były poważne, kobieta przeszła kilka operacji. W rezultacie - z trudem się poruszała, sprawiało to jej ból, potrzebowała pomocy z obowiązkami.
****
Dzień 17 sierpnia 2015 roku zapowiadał się całkowicie zwyczajnie. Pani Mieczysława o kulach próbowała wykonywać różne domowe obowiązki. Wyszła nakarmić kury i zebrać jajka z gniazd, zajrzała także do ogródka. Wieczór spędziła na przygotowywaniu kolacji. Około godziny 21:00 zdecydowała się na odpoczynek. O godzinie 23:00 kobieta wybrała się na balkon, na pierwszym piętrze domu, gdzie zapaliła papierosa. Była wtedy widziana przez synową. Reszta rodziny poszła wówczas spać.
Nazajutrz, tak jak co dzień, o 7:00, mąż pani Mieczysławy wszedł do sypialni żony. Co niespotykane - drzwi wejściowe w domu nie były zamknięte na klucz, choć wszyscy domownicy zawsze tego pilnowali. W sypialni mężczyzna ujrzał puste, ale dokładnie posłane łóżko. Nie wzbudziło to w nim niepokoju, pomyślał, że pani Mieczysława po prostu wcześniej wstała, by nakarmić kury. Syn kobiety poinformował go jednak, że nie widział matki, choć już dawno wstał.
Ta informacja zaniepokoiła go. Mężczyzna powrócił do pokoju, gdzie dostrzegł, że jej kule, torebka, dokumenty, leki, pieniądze i okulary zostały na miejscu. Pan Andrzej w panice podniósł kołdrę na łóżku żony. Pod nią widniała plama krwi. Ślady na materacu wyglądały podobno tak, jakby ktoś chciał je zmyć.
Poszukiwania zaginionej rozpoczęły się natychmiastowo. Początkowo dokładnie prześwietlono gospodarstwo. Rodzina odkryła, że głęboka na 60 metrów, przydomowa studnia, wcześniej zabita deskami, teraz stoi otworem. Brakowało dwóch desek. Obok studzienki leżała zakrwawiona koszula pani Mieczysławy. Pawlicowie pomyśleli, że kobieta mogła wpaść lub rzucić się do studni. Z tego powodu wezwali od razu policję.
Funkcjonariusze po dotarciu na miejsce dwukrotnie zbadali studnię. Nie odnaleziono tam ciała zaginionej, wyciągnięto tylko torbę ze śmieciami i kilka gałęzi.
Rozpoczęto poszukiwania na wielką skalę - w akcji uczestniczyło 300 osób, w tym wielu sąsiadów z Romanówki. Podczas akcji użyto drona i helikoptera z kamerą termowizyjną. Wykorzystano także psy tropiące, które jednak nie podjęły żadnego tropu poza posesją rodziny. Przemierzono obszar 800 hektarów (powierzchnia całej gminy wynosi 550 hektarów), zbadano każdą studnię we wsi, odwiedzono wszystkie budynki i opuszczone rudery, lasy, łąki, sady i pola.
Przeszukujący dom funkcjonariusze odkryli w altanie dwa noże. Podczas badań DNA wykryto na nich biologiczne ślady zaginionej. W sypialni natomiast odnaleziono zakrwawioną żyletkę i poplamiony krwią ręcznik. Upływ krwi jednak nie był na tyle duży, aby mógł spowodować poważniejsze obrażenia.
W domu brakowało śladów włamania, które musiałyby się pojawić, gdyby ktoś wkroczył do mieszkania bez wiedzy domowników, gdyż drzwi były, jak co noc, zamknięte na zamek. Nic nie zostało także ukradzione. Domownicy nie słyszeli tej nocy żadnych hałasów.
Ślad po kobiecie zaginął...
Panika we wsi, dalsze śledztwo
Brak jakichkolwiek śladów i racjonalnych wyjaśnień zaginięcia Mieczysławy wywołały w okolicy strach. Jeden z mieszkańców wsi przekazał policji, że w nocy zaginięcia kobiety słyszał odgłos ruszającego auta. Po sprawdzeniu tego tropu nie udało się odkryć nic nowego w sprawie.
Rozpoczęły się przesłuchania bliskich Mieczysławy. Mąż oraz syn zostali zbadani wariografem. Według wykrywacza kłamstw nie mieli nic wspólnego z zaginięciem kobiety.
Niepokojące okoliczności sprowadziły na rodzinę zaginionej wiele plotek. Ludzie w Romanówce zakładali różne wersje wydarzeń.
Według śledczych istniało kilka hipotez w tej sprawie. Na początku pod lupę wzięto możliwość samobójstwa 60-latki. Co martwiące, w sypialni kobiety znaleziono czasopismo poświęcone tematyce samobójstw.
Istniała także wersja, iż pani Mieczysława mogła odebrać sobie życie pod wpływem czyjejś namowy. Ta hipoteza nie znalazła jednak żadnego potwierdzenia.
Jeśli jednak kobieta zdecydowała się na ten ostateczny krok to jak zdołałaby to zrobić nie używając kul, bez których nie mogła się poruszać?
Z powodu braku dowodów sprawa została zamknięta.
Nie tylko Mieczysława Pawlica?
Mieszkańcy Romanówki wspominali o innym, podobnym przypadku zaginięcia, które miało miejsce 6 kilometrów od gospodarstwa Pawliców. Sprawa ta dotyczyła Jolanty Kulińskiej z Łukawy.
Policja jednak nie łączy sprawy Jolanty Kulińskiej ze zniknięciem pani Mieczysławy.
Zaginięcie Jolanty Kulińskiej
59-latka mieszkała sama, a pracowała jako opiekunka do dzieci.
Pani Jolanta zaginęła 20 listopada 2006 r. Około godziny 15:00 kobieta wybrała się na zakupy, gdy wyszła ze sklepu, ślad po niej zaginął. Gdy pani Jolanta nie zjawiła się w pracy, pracodawczyni zaalarmowała służby. Po mimo szeroko zakrojonych poszukiwań - kobiety również nie udało się odnaleźć.
W razie posiadanych jakichkolwiek, istotnych informacji na temat, którejś z przytoczonych spraw prosimy o skontaktowanie się z policją:
Kontakt do KPP w Sandomierzu:

47 804 12 05 fax: 47 804 12 03

sandomierz@ki.policja.gov.pl

112
Kontakt do KWP w Kielcach

47 802 - 2049 lub 47 802 2310

dyzurny.kwpkielce@ki.policja.gov.pl
Skontaktuj się z nami:

wiktoria@zaginienislademnadziei.pl
Gwarantujemy anonimowość
***